piątek, 5 lipca 2013

Grecja 2008.... Hotel Vlassis - Stomio - Tesalia

(tekst kursywą to wstawki Tomka)

Ciepła, błękitna woda ...
W Grecji najbardziej lubię morze – ciepłe, błękitne, lekko falujące, leniwie głaszczące piasek na plaży. No i siebie lubię na greckiej plaży, lubię czuć ciepły pasek pod stopami.

Kiedy w 2008 roku razem z mężem postanowiliśmy wyjechać na wakacje, nasz wybór padł na Grecję. Ponieważ mieliśmy bardzo ograniczone środki finansowe szukaliśmy okazji. Tomek znalazł w sieci małe Biuro Podróży Tęcza, które miało bardzo atrakcyjną ofertę wczasów. 14 dni, w czerwcu, w miejscowości Stomio na Riwierze Olimpijskiej – cena bardziej niż zachęcająca. Minusy - podróż autokarem, wyjazd i powrót do Katowic oraz wyżywienie na własną rękę - szybka decyzja - damy radę, jedziemy i już. 540zł od osoby i € po 3,20 - no szkoda było nie spróbować :P
Wyjazd autokaru z Katowic, a my w Radomiu, więc nocna jazda pociągami Radom – Warszawa i Warszawa – Katowice. Ach te nasze koleje - najpierw 2h 100km z Radomia do Warszawy, niestety taki mamy standard linii kolejowej od lat, potem ponad godzinne opóźnienie w Katowicach.... Szybka kawa na dworcu i idziemy. Ciągniemy walizy na miejsce zbiórki, jak to dobrze, że Tomek zna Katowice. Punkt kontaktowy był blisko dworca, więc dosyć szybko dotarliśmy tam gdzie trzeba. Pakujemy się, zajmujemy miejsca i ruszamy w drogę koło godziny 7 rano.
Do granicy ze Słowacją komfort jazdy powiedzmy dyskusyjny, ale po przekroczeniu polskiej granicy autostrady, autostrady (...). Podróż długa, ja na całe szczęście noc i część jazdy w dzień po prostu przespałam. Z Katowic jedziemy do Bielska-Białej, tam przesiadamy się do właściwego autokaru. Po drodze dłuższe przerwy tylko na obiad na Słowacji i na granicy serbskiej. Poza tym całkiem szybka i przyjemna jazda, ja nie spałem wcale :D 
Do jazdy autokarem to się nie przygotowaliśmy, większość pasażerów była wyposażona w małe podusie, kocyki itp. Jedna z pasażerek miała regularną poduchę i pełnowymiarowy koc :-)) – pewnie weteranka podróży autokarowych. Na Riwierę Olimpijską dotarliśmy koło południa następnego dnia. Po kolei wysiadali kolejni pasażerowie w mniejszych lub większych miejscowościach w zależności od tego czego oczekiwali po urlopie (dobrej zabawy ci wyładowali się przede wszystkim w Nei Pori, czy wypoczynku Stomio)

Stomio
 
My wybraliśmy małe miasteczko Stomio, jeszcze nie do końca turystyczne, położone w południowej części Riwiery Olimpijskiej, malowniczo usytuowane pomiędzy deltą rzeki Pinios, piaszczystą plażą i zboczem góry Kissavos. Nasz hotel znajdował się na samym końcu nadmorskiej ulicy biegnącej wzdłuż Stomio, przy malutkim porcie rybackim. Pokój hotelowy raczej mały ale za to z balkonem (telewizor, lodówka, klimatyzacja). Łazienka trochę dziwaczna, bo z nie zabudowanym prysznicem.
Hotel klasy turystycznej, żadnych luksusów ale nie było się do czego przyczepić, z okna widok na morze i Olimp, czyściutko, sprzątane codziennie, ręczniki wymieniane również codziennie. Na 2 piętrze pokoje "dwójki", niżej czteroosobowe "apartamenty rodzinne". Całkiem dobre żarełko w hotelowej restauracji.
Miasteczko było akurat, spokojne, z niewielką liczbą turystów. Niewątpliwą atrakcją Stomio jest jego położenie, na styku morza i łańcucha górskiego, z widokiem na zaśnieżoną górę Olimp. Góry jak na Grecję są wyjątkowo soczyście zielone (drzewa, krzaczory, pnącza różnego typu , itp. generalnie splątane zielone chaszcze), a to zasługa dużej liczby małych źródełek zapewniających dopływ słodkiej wody w czasie upalnego lata. 
Szeroka piaszczysta plaża „tuż za rogiem” naszego hotelu, no może za drugim rogiem, ta za pierwszym była kamienista. 5 minut naprawdę wolnym krokiem wzdłuż brzegu i byliśmy na bardzo ładnej plaży.

Wycieczki dookoła Stomio 
 
Pełni optymizmu i wiary we własne siły postanowiliśmy samodzielnie na rowerach pozwiedzać okolice Stomio. W pełni świadomi naszej kondycji fizycznej decydowaliśmy się na „płaskie trasy”, oczywiście jak na warunki greckie. Wybraliśmy się na wycieczkę wzdłuż wybrzeża, które na początku czerwca było raczej puste, zapoznaliśmy się z miejscową fauną i florą. 
Podziwialiśmy myśl techniczną Greków - jak rozwiązać problem przeprawy przez rzekę? Budowanie mostów nie jest jak widać konieczne 
Dotarliśmy nad szmaragdową rzekę Pinios.
W poszukiwaniu odkrywki archeologicznej, która miała się znajdować w Omolio (informacja z przewodnika oraz sporadycznych znaków informacyjnych umieszczonych na poboczach) wdrapaliśmy się (rowerami) na jakieś wzgórze, niestety odkrywki „ani widu ani słychu” pewnie „zasypali” albo zalali betonem :-)), co się umordowałam to moje, chociaż widoki były całkiem ładne.
Wybraliśmy się także do górującego nad Stomio klasztoru, pieszo. Prowadziła do niego kręta asfaltówka, na której spotkaliśmy tubylca… Konkretna wspinaczka, niby asfalcik, wokół roślinność osłaniająca od słońca ale mordęga całkiem konkretna. Widoczki po drodze jednak rekompensowały wysiłek.
Po obowiązkowej fotce z miejscowym ruszyliśmy do góry. Klasztor jest otwierany dla zwiedzających w określonych dniach i godzinach, my mieliśmy pecha, nie trafiliśmy, więc budynek obejrzeliśmy tylko z zewnątrz

1 komentarz:

  1. Jeżdżę tam od paru lat,lubię łowić kraby,ryby,w Posejdonie zamawiając tchipuro za 4eu dostajesz gratis potrawę,jeśli ktoś będzie pozdrówcie Janisa od Bogdana i Agnieszki,bo nie wiem czy w tym roku tam zawitamy.Mamy tam wielu znajomych.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń